|
Mitologia remasteringu – czyli dlaczego
Twoje ulubione płyty przestały brzmieć dobrze
Kiedyś to brzmiało super, prawda? Była
czysta emocja i radość ze słuchania Queenu, Pink Floyd, Led
Zeppelin, Deep Purple. Potem... im lepszy sprzęt miałeś i im
więcej nagrań na CD okazało się, że wszystko to brzmi płasko,
plastykowo, sztucznie. Zniknął czar, zniknęła głębia. Zniknęła
euforia. Nie dało się tego dłużej słuchać. Przeszedłeś na Space
Music, Ambient, Chill Out. To brzmiało o 2 klasy lepiej i dawało z
powrotem radość ze słuchania. Czy było muzycznie lepsze od
The Beatles czy The Doors? Nie. Było
jakościowo mocniejsze i głębsze.
Zacząłeś szukać tego na streamingu. Tidal,
Roon, granie z flac'ów. I co? Nic. Dalej kiepska jakość.
Usłyszałeś o japońskich remasterach - tak,
są trudno dostępne i bardzo drogie ale... są kultowe.
I co? I nic. Dalej to samo. Są one może parę
procent lepsze od tego, co było dostępne dotychczas, ale....
nic poza tym. Dalej płasko, dalej cicho, dalej brak basu i głębi.
Poddałeś się więc. Przeszedłeś na coś dużo
nowocześniejszego. Bo nikt na świecie nie był w stanie zaoferować Ci
tego, czego chciałeś. Ale....
JESTEŚ WE WAŚCIWYM MIEJSCU BY WRESZCIE TO
ODNALEŹĆ!
Jako archeolodzy
dźwięku w Sarmata
Lab, wiemy, że problem nie leży w Twoim systemie ani w braku
muzycznego kunsztu u The Doors czy Led Zeppelin. Problem tkwi w
"patynie", którą na te arcydzieła nałożył współczesny przemysł
muzyczny. Przez lata wmawiano nam, że każda nowa edycja – czy to
złota, japońska, czy jubileuszowa – przybliża nas do prawdy. W
rzeczywistości często było to jedynie maskowanie braków
technologicznych jeszcze większą dawką cyfrowego makijażu.
Zanim pokażemy Ci, jak
w Emotion
Converting Plant odkopujemy pierwotną energię tych nagrań,
musimy obnażyć mechanizmy, które doprowadziły do tego wielkiego,
dźwiękowego oszustwa. Musisz zrozumieć, dlaczego nawet najbardziej
legendarne edycje z Kraju Kwitnącej Wiśni nie mogły spełnić Twoich
oczekiwań.
Dlaczego „Japońskie Wydania” i Jubileuszowe
Edycje Często Zawodzą Pokładane w Nich Nadzieje?
Prawdziwy audiofil nie chce tylko
"poprawności" – on chce
potęgi, kopa w
klatkę piersiową i basu, który ma fundament, a nie tylko cyfrowe
cykanie. Japończycy próbowali dodać iskry, ale skończyło się na
piaszczystym plastiku. My chcemy sarmackiego uderzenia. Oni bali się
ruszyć gałką. My się nie tylko tego nie boimy, ale dawno już nią
ruszyliśmy. I to konkretnie.
Archeologia vs. Dewastacja: Co stało się z
potęgą?
W świecie audiofilskim termin
„remastering” stał się słowem-kluczem do portfeli kolekcjonerów,
ale w rzeczywistości często jest symbolem kapitulacji.
Inżynierowie z wielkich wytwórni, zamiast dokopać się do
fundamentów mocy, próbują odmalować antyczną rzeźbę jaskrawą
farbą olejną.
Głównym winowajcą jest tzw.
Loudness War
(wojna głośności), ale jej grzech jest głębszy niż tylko
kompresja.
Współczesne remastery są po prostu blade. Próba dostosowania
nagrań do głośników smartfonów sprawiła, że muzyka straciła swój
impet (punch).
To, co powinno uderzać z energią huraganu, brzmi dziś sterylnie
i płasko. W
Sarmata Lab wiemy, że audiofil szuka w rocku fizycznego
uderzenia, a nie matematycznej poprawności. Bo rock to ENERGIA.
Rock to potęga, Rock to radość. I to właśnie zostało zagubione.
Współczesne remastery są projektowane tak, aby brzmiały
„dobrze” na głośnikach smartfonów i w radiu samochodowym.
Inżynierowie zachowują się tak, jakby nawet nie próbowali tego
słuchać na dobrym systemie Hi End. Efekt? Jest
pewna poprawa jakości brzmienia, ale to tak, jakbyśmy chcieli
dodać masie zawodowego kick-boksera znaczący przyrost przez
założenie mu cylindra na głowę z ozdobnym metalowym łańcuszkiem
wokół ronda. Czy jego masa wzrośnie? Tak, ale punch z
kopa będzie w tej samej lidze co poprzednio - słaby i mdły.
Studium Przypadku: Led Zeppelin
Katalog Led Zeppelin to doskonałe
stanowisko archeologiczne, które zostało potraktowane zbyt
miękko. Wydania pod pieczą Jimmy’ego Page’a z 2014 roku są
zaledwie poprawne – brakuje im odwagi. Wcześniejsza kompilacja
Mothership
to z kolei symbol straconej szansy:
-
Fakt:
Zamiast autentycznej potęgi, zaserwowano nam cyfrowy
clipping. Wierzchołki fal zostały ścięte, by było
głośniej, ale nie potężniej.
-
Recenzja
brzmienia: Słuchając „Whole Lotta Love”, czujemy
plastik. Werbel Johna Bonhama, zamiast wgniatać w fotel
swoim potężnym, głębokim tąpnięciem, brzmi jak uderzenie w
kartonowe pudełko.
Usiłowano dodać tu iskry, ale zabito ogień. Scena jest
ściśnięta, a talerze perkusyjne to piaszczysty szum zamiast
czystego mosiądzu.
-
Efekt? To, co
zwalało z foteli fanów rocka na całym świecie w 1973 roku
nie jest na miarę dzisiejszych czasów pod wzgledem jakości
brzmienia. A mówiąc szczerze nawet przy nim nie stało. Czy
można było to zrobić lepiej? Można. W Sarmata Lab
Studio my to wiemy, bo to właśnie robimy
Japońskie wydania SHM-CD i Platinum: Plastikowa Iluzja
Japonia słynie z dbałości o jakość tłoczenia (lepsze polimery
w SHM-CD), co teoretycznie redukuje błędy odczytu lasera.
Niestety, nawet najlepszy plastik nie uratuje dźwięku, jeśli
materiał źródłowy (master) był źle przygotowany
Japońscy mistrzowie konsolety obiecują
nam technologiczną nirwanę dzięki lepszym polimerom. Niestety,
plastik o kosmicznej technologii nie zastąpi braku inwencji i
odwagi w wydobyciu basu i głębi ukrytego w samym materiale
źródłowym. Tutaj potrzeba czegoś więcej, niż polimer z Japonii.
-
Przykład: Japońskie wydania
King
Crimson czy
Genesis to podręcznikowy przykład „uśmiechu dyskoteki”
ale w wydaniu plastykowym. Inżynierowie w Tokio usiłowali
dodać tym nagraniom przestrzeni, ale uzyskali jedynie
sztuczną agresję wysokich tonów.
-
Efekt:
To, co biorą za szczegółowość, w rzeczywistości jest
kłującym, nienaturalnym nalotem. W tych nagraniach nie ma
pełni. Flet Gabriela czy gitara Frippa tracą swoją masę,
stając się cienkie i "szkliste".
Szukałeś głębi, a dostałeś drogą, japońską atrapę.
Wielkie rozczarowania: The Beatles (2009) i Black Sabbath
Zestaw The
Beatles Stereo Box Set z 2009 roku był wielkim wydarzeniem.
Choć czystszy od wersji z 1987 roku, dla wielu ortodoksyjnych
audiofili stracił „pazur” oryginału. Przez nadmierne
odszumianie (noise
reduction) wycięto życie z nagrań. Zamiast potężnego
brzmienia czwórki z Liverpoolu, dostaliśmy grzeczną, cyfrową
pocztówkę.
Chyba nie o to chodzi, gdy fan potężnego brzmienia konsolet
EMI TG 1234 czy REDD.37 ze studia na Abbey Road w Londynie chce
wreszcie usłyszeć pełnią tego brzmienia w swoim domu, wkładając
CD do swojego drogiego systemu odsłuchowego.
W przypadku
Black Sabbath
tragedia jest jeszcze większa. Potęga Sabbath tkwiła w brudzie
wzmacniaczy lampowych i potwornie ciężkiej perkusji Billa Warda.
Liczne remastery (Castle, Sanctuary, Rhino) usiłowały nadać tym
nagraniom nowoczesny sznyt, ale jedyne co osiągnęły, to
brzmienie krzykliwe i pozbawione dołu.
Zapomniano,
że w tej muzyce musi być mrok i fundament, którego nie zastąpi
żadna cyfrowa korekcja.
Dlaczego w Sarmata Lab robimy to inaczej?
W
Emotion
Converting Plant idziemy o wiele dalej. Nie boimy się nadac
tym nagraniom prawdziwego charakteru i rockowej potęgi. Nie
boimy się też „rozbić” tych nagrań na czynniki pierwsze.
Wykorzystując zaawansowane narzędzia do demiksowania ścieżek,
przeprowadzamy pełną archeologiczną rekonstrukcję.
Nie tylko odnawiamy – my budujemy to
brzmienie na nowo. Dodajemy efekty tam, gdzie producentom
zabrakło odwagi lub technologii. Przywracamy basowi jego
fizyczną masę, a perkusji dynamikę, która rozrywa kolumny.
Tworzymy
najlepiej brzmiące wersje Queen czy Pink Floyd na świecie,
bo nie boimy się ingerować tam, gdzie remastering zawiódł. My
dajemy tym nagraniom to, czego zawsze szukałeś:
Sarmackiego
kopa.
Podsumowanie: Koniec Ery Kompromisów. Czas na Dźwiękową
Dominację.
Prawdziwy remastering to nie pokorne
odkurzanie starych taśm. To bezkompromisowa, sarmacka
rekonstrukcja mocy, która została uwięziona przez dekady
technologicznej nieporadności. Jeśli Twoje japońskie wydania
The
Dark Side of the Moon czy
Machine Head brzmią blado i męcząco, to nie wina
Twojego słuchu. To dowód na to, że wielkie wytwórnie bały się
dotknąć prawdziwej potęgi tych nagrań, maskując swój strach
cyfrowym plastikiem.
My nie mamy tych zahamowań. W
Emotion
Converting Plant nie „odnawiamy” dźwięku – my go uwalniamy,
a tam gdzie trzeba, kujemy na nowo.
Chcesz usłyszeć,
jak naprawdę brzmi rockowy fundament?
Zapraszamy Cię do naszego strzeżonego
hasłem
Laboratorium Sarmata Lab. To nie jest zwykła sala
odsłuchowa. To jedyne miejsce na świecie, gdzie za zamkniętymi
drzwiami usłyszysz autorskie remixy i rekonstrukcje, przy
których Twoje dotychczasowe kolekcje CD i LP wydadzą się jedynie
szkicami. Pokażemy Ci wersje, które wgniatają w fotel, rozrywają
przestrzeń i przywracają euforię, o której myślałeś, że już
dawno wygasła.
Odbierz swój
klucz do prawdy. Wejdź do pokoju odsłuchowego Sarmata Lab i
poczuj uderzenie, którego szukałeś całe życie.
Dostęp do naszych rekonstrukcji jest limitowany. Nie każdy jest
gotowy na taką dawkę prawdy. Napisz do nas, podaj swój ulubiony
album, a jeśli uznamy, że Twoje kolumny to wytrzymają –
otrzymasz klucz do Laboratorium.
|
|
Wielka Ewolucja Dźwięku
Nasza pasja do doskonałości znalazła nowy dom. Wszystkie usługi
masteringu, tuningu kolumn oraz nasze autorskie konstrukcje znajdziesz
teraz w serwisie:
ODWIEDŹ Salę odsłuchową SARMATA LAB »
Strona studiomastering.net pozostaje dostępna jako archiwum wiedzy i
artykułów.
|
|
|
|



|
|